Zdjęcia do kalendarza BHP dla PZL Mielec zrobiłem w 2018 roku w ciągu jednego dnia zdjęciowego – około 15 osób, kilkanaście stanowisk pracy, 13 finalnych ujęć, które trafiły do drukowanego kalendarza wewnętrznego. To była jedna z moich pierwszych realizacji dla branży lotniczej, być może w ogóle pierwsza.
Polskie Zakłady Lotnicze Mielec to historyczna marka polskiego przemysłu lotniczego, dziś część grupy Sikorsky/Lockheed Martin. W zakładzie produkowany jest m.in. śmigłowiec Black Hawk. Skala działalności i specyfika branży sprawiają, że BHP nie jest tu dodatkiem ani formalnością – to baza codziennej pracy. Każda awaria, każdy błąd i każdy wypadek mają realne konsekwencje, zarówno dla człowieka, jak i dla całej organizacji pracy.
Z dzisiejszej perspektywy nie są to moje najlepsze technicznie zdjęcia. Ale właśnie dlatego ten case dobrze pamiętam. Pokazuje moment, w którym zaczynałem rozumieć, jak działa duży zakład lotniczy i czego wymaga sesja podporządkowana konkretnemu nośnikowi – kalendarzowi – a nie ogólnej komunikacji marki.
Zdjęcia do kalendarza BHP rządzą się inną logiką niż typowa fotografia przemysłowa na stronę firmy czy do materiałów rekrutacyjnych. Tam zdjęcie ma sprzedawać firmę albo zachęcać do aplikacji. Tu ma czytelnie pokazywać konkretną sytuację pracy i prawidłowe wyposażenie ochronne, a przy tym nie być nudne wizualnie i działać w layoucie graficznym kalendarza.
To zmienia sposób kadrowania. Trzeba zostawić powietrze pod nadruk dat i numeru miesiąca, pilnować wyrazistego planu pierwszego z postacią pracownika, dbać o czytelność detali ochronnych: kasku, przyłbicy, rękawic, fartucha. Ujęcie ma działać oglądane z odległości 2-3 metrów, bo kalendarz wisi na ścianie, nie leży na biurku.
Drugi wymóg to spójność wizualna 13 ujęć z różnych części zakładu. Hala obróbki skrawaniem, laboratorium, stanowisko spawalnicze, dach, płyta lotniska, szafa elektryczna – to zupełnie różne wnętrza i różne źródła światła. Kalendarz oglądany jako całość musi sprawiać wrażenie jednej spójnej narracji.
Kalendarz pokazywał pracowników PZL Mielec wykonujących swoją pracę w pełnym wyposażeniu ochronnym, dobranym do konkretnego stanowiska. Część stanowisk, które fotografowałem:
Plus kilka pozostałych stanowisk z hali. To, co zwracało uwagę u PZL, to standard wyposażenia ochronnego. W zakładzie lotniczym nie ma kompromisów – sprzęt jest dobrany dokładnie pod ryzyko, nie pod wygodę pracownika ani pod budżet zakładu.
Część zdjęć powstawała na dachu jednej z hal produkcyjnych. Żeby tam wejść z aparatem, musiałem przejść badania wysokościowe i mieć własną uprząż. Pomogło mi to, że od lat się wspinam i miałem za sobą okres pracy na linach – znałem temat asekuracji, wpinania się w punkty stałe i poruszania się w uprzęży z dodatkowym ekwipunkiem. Dla zakładu to oznaczało jednego mniej człowieka do przeszkalania na miejscu.
W lotnictwie nie ma drogi na skróty. Każde wejście w obszar podwyższonego ryzyka wymaga procedury, papierów i konkretnego przygotowania. Dach to nie był jedyny taki punkt – przy wejściu na halę spawalniczą czy do strefy obróbki skrawaniem też obowiązywały konkretne reguły poruszania się i komunikacji z pracownikami stanowisk.
Już w 2018 pracowałem na rozpisce planu zdjęciowego – rozwiązanie, które podpatrzyłem wcześniej przy pracy na planie serialowym. Taki dokument porządkuje cały dzień: kadry, lokalizacje, ludzie, sprzęt, ramy czasowe na każdy punkt. W zakładzie wielkości PZL Mielec bez tego nie da się zrobić 13 ujęć w 13 różnych miejscach w jeden dzień.
W praktyce rozpiska zawiera:
Zaczęliśmy wcześnie rano, skończyliśmy po południu. Cały plan zgrałem z rytmem pracy zakładu, który funkcjonował na dwie zmiany. Bez rozpiski to byłby chaos.
W zakładzie trochę żartowaliśmy, że taki kalendarz ma „ocieplić” wizerunek działu BHP. Młodsi pracownicy nie mieli z BHP problemu, ale część bardziej doświadczonych osób, zaczynających pracę jeszcze w latach 90. albo wcześniej, przez lata traktowała BHP jako przeszkodę, nie jako wsparcie. Były to raczej kpinki niż poważny konflikt – z czasem większość ludzi rozumie, że zasady bezpieczeństwa nie służą utrudnianiu pracy, tylko ochronie ludzi i zapewnieniu ciągłości działania zakładu.
Kalendarz BHP to inny rejestr komunikacji niż instrukcja stanowiskowa. Instrukcja jest formalna i czyta się ją raz – na szkoleniu wstępnym. Kalendarz wisi w hali, w biurze, w portierni i w pomieszczeniu socjalnym przez 12 miesięcy. Pracownicy patrzą na koleżankę z laboratorium albo kolegę z hali skrawającej – nie na anonimowego modela ze stocku. To ma znaczenie, bo BHP w nowoczesnym zakładzie jest częścią kultury organizacyjnej, nie zbiorem zakazów. Zasady są opracowane przez instytucje takie jak CIOP-PIB i wdrażane lokalnie, ale ostatecznie przyjmują je albo odrzucają sami pracownicy.
Sesja w 2018 to były początki mojej pracy z lampami błyskowymi w przemyśle – prawdopodobnie pracowałem już wtedy na Godox AD600, lampie bateryjnej która pozwala działać szybko w terenie bez ciągnięcia kabli zasilających. Modyfikatory dobierałem do stanowiska: parasolki srebrne dla szybkich kadrów reportażowych, softboxy do pracowników w portretowych ujęciach, czasem światło bezpośrednio z reflektora, żeby utrzymać charakter halowy.
Halę produkcyjną ratuje mocne światło punktowe wstawione w cień, który zostawia oświetlenie sufitowe. Zakład lotniczy ma duże, jasne hale, ale to światło jest płaskie i często ze świetlówek o niespójnej temperaturze barwowej. Lampa błyskowa daje kontrolę nad rysunkiem i osadza człowieka w kadrze.
Powstał drukowany kalendarz wewnętrzny dystrybuowany w zakładzie – 13 ujęć BHP rozdane między hale produkcyjne, biura, pomieszczenia socjalne, portierne. Kalendarz wisi rok, więc każde ujęcie ma 12 miesięcy ekspozycji wśród pracowników. To zupełnie inna logika ROI niż zdjęcie na stronie, gdzie życie kadru zaczyna się i kończy w obrębie jednej podstrony.
Tego typu realizacje pokazują, że fotografia przemysłowa nie musi służyć wyłącznie stronie internetowej, kampanii rekrutacyjnej czy katalogowi. Czasem jej rolą jest komunikacja wewnętrzna i budowanie kultury pracy w firmie. Dla zakładu wielkości PZL Mielec, gdzie pracuje kilka tysięcy osób, taki kalendarz to konkretne narzędzie zarządzania bezpieczeństwem – nie ozdoba.
Zdjęcia do kalendarza BHP to jeden z formatów, które realizuję dla zakładów produkcyjnych obok zdjęć portretowych pracowników na produkcji, reportażu z procesu produkcyjnego i fotografii pracowników przy maszynach. Każdy z tych formatów ma inną logikę użytkową – inny target, inny nośnik, inny sposób kadrowania.
Jeżeli planujesz sesję w swoim zakładzie i chcesz wiedzieć, jak przygotować ludzi, procesy i lokalizacje – zerknij do mojego poradnika o przygotowaniu zakładu produkcyjnego do sesji. Pracuję z zakładami w Mielcu, Rzeszowie, Stalowej Woli i w całej Polsce – jeżdżę tam, gdzie jest fabryka.
Każdą sesję przemysłową wyceniam indywidualnie – wystarczy krótki opis zakładu, zakresu zdjęć i celu, do którego mają być wykorzystane.
Możesz też zobaczyć, jak wygląda mój sposób pracy, organizacja sesji i podejście do fotografii przemysłowej na stronie głównej oferty.


Napisz krótko, czego potrzebujesz, a przygotuję wstępną wycenę i dam znać, czy ten termin jest jeszcze dostępny.